Popieram Internet Bez Chamstwa Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Mały Powstaniec Szymon Sławiński Spis moli
RSS
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Medal na Dzień Taty

O Tacie Szymka na tym blogu nie piszę wiele, ale to pewnie przez to, że opisuję wydarzenia, lektury i spotkania głównie z mojego-maminego punktu widzenia. Ale Tato jest aktywnym uczestnikiem większości tych wydarzeń, a często ich głównym animatorem.

Dla chłopca zresztą to Ojciec z czasem zaczyna być ważniejszym punktem odniesienia. Zaczynam dostrzegać to i u Szymka i czasami autentycznie czuję lekkie ukłucie zazdrości ( ach ci biedni jedynacy :-( To fajny okres dla każdego Taty, który może stać się Super Bohaterem. Bo "mój Tato gra najlepiej w tenisa, najlepiej jeździ na nartach i jeszcze świetnie zna się na historii".

Ale ta wspólna płaszczyzna porozumienia może też być początkiem wielu konfliktów - jak u nas w przypadku sportowych treningów. I jest jak w klasycznej komedii rodzinnej. Np. my razem na korcie - ja chwalę Szymka a Tato twierdzi, że stać go na więcej i ma się zabrać ostro do pracy. W tym wypadku zazwyczaj kapituluję, bo to jednak Mąż gra o kilka klas lepiej niż ja :(

Dlatego, dla Męża ten ostatni Dzień Ojca, myślę że był wyjątkowy. Chłopcy zrobili sobie "męski weekend" - czyli oczywiście bez mamy. Byli w sobotę na wspólnym treningu, a później wycieczka rowerowa, pizza i gra na play'u ( oczywiście wspólna ).

A w niedzielę Tato otrzymał od Szymka super prezent - Szymek  zdobył 2 miejsce w turnieju tenisowym. ( Dla Taty zapalonego tenisisty bardziej cenny myślę, niż jego własne puchary )

I podobno wg. relacji nie najważniejszy okazał się sam medal, ale styl w jakim udało się to miejsce zdobyć ( dla niezorientowanych: piękne akcje, wyrównane gemy i sety, koncentracja i niezrażanie się "zepsutą piłką" )

A dla Syna usłyszeć pochwałę z ust Ojca - bezcenne.



12:15, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 czerwca 2013
Seks dookoła

Rozmowy o seksie z dziećmi ( oczywiście własnymi ) wymagają dużo taktu i rozwagi. Wymieniając z zaprzyjaźnionymi mamami uwagi na ten temat, zauważyłam bardzo dużo różnicę w modelu rozmów i różny też stopień zainteresowania samych dzieci - wszystko jest tu bardzo indywidualne ( chyba jak całe zresztą wychowanie ).

Ale nie o  modelach wychowawczych i absurdalnych pomysłach "wychowania seksualnego od przedszkola" chcę tu pisać.

Mój 10-latek ( z racji wieku ) wyczulony jest na wszystko co odnosi się do seksu czy nagości. I powiem szczerze, że dopiero teraz otworzyły mi się oczy na atakującą nas wkoło pornografię lub w najlepszym razie "nadmierną seksualizację".

Pomyślicie, że należę pewnie do przewrażliwionych mam, ale oto kilka ostatnich spostrzeżeń.

1. Fakty TVN - oglądamy w domu wspólnie, całą rodziną i tu totalne zaskoczenie - materiał o raku gardła Michaela Douglasa, do którego przyczynił się seks oralny. Rodzice w panice, bo seks oralny to z pewnością nie temat na rozmowę z 10-latkiem. Przełączamy na inny neutralny kanał. Nikt nie uprzedził w faktach, że materiał ten będzie dozwolony "tylko dla dorosłych". Domyślam się, że w materiale nie był przedstawiony sam akt, ale sama rozmowa na ten temat nie powinna odbywać się w czasie, gdy przed telewizorami mogą być dzieci. Skoro reklama piwa może się pojawiać dopiero po 22-iej, nie widzę powodów dla których rozmowa o niebezpieczeństwach seksu oralnego miałaby się pojawiać w czasie po przysłowiowej dobranocce.

2. Fakty TVN - dzień lub dwa później, oglądamy już tylko z mężem, aby zobaczyć czym nas teraz zaskoczą. I znów - zakazana podobno w USA reklama z Pamelą Anderson i facetem, który ma na jej widok fantazję erotyczną ( dość prymitywną zresztą ). Słupki oglądalności poszybują w górę, bo co nas może czekać jutro w tym ponoć z definicji programie informacyjnym?!

Nas nic już nie czeka, bo wybieramy od tamtego tygodnia inny program informacyjny.

3. Parkowanie w centrum Krakowa - i pewnie w innych dużych miastach, a za szybą jeśli w porę nie wyrzucę reklamy nocnych klubów , agencji towarzyskich. Zawsze z dziewczyną na rurze na zdjęciu. Szymek miał kiedyś niezłą zabawę, gdy "taka rozebrana pani" majtała nam się na wycieraczkach, aż dojechałam do świateł i ją stamtąd w końcu usunęłam.

4. Reklamy - to zbyt oczywiste, aby się rozpisywać. W zasadzie każdy towar sprzedają panie w dziwnych pozach.

5. Prasa - niby zakaz eksponowania w widocznym miejscu, ale bez trudu te tytuły są dostrzegalne dla dzieci. Gazetki dla młodzieży w stylu "Droga redakcjo mam 14 lat, a nie miałam jeszcze orgazmu" pominę milczeniem. Nie wspominając też o okładkach "zwykłych tygodników", które też zaczynają prześcigać się w "gorszących zdjęciach".

6. Internet - choć tu najłatwiej chyba sobie poradzić wprowadzając do oprogramowania blokady i zabezpieczenia.

Estetyka rodem z branży porno staje się nieodłącznym elementem codziennego życia. Dzieci z czasem zaczynają ją traktować jako coś normalnego. Niestety nie mają jeszcze świadomości i nie odróżniają co jest "zwykłym pornobiznesem", a co prawdziwą rzeczywistością.

Czy to źle, że panie zarabiają pieniądze w agencjach towarzyskich? Pytanie wydaje się absurdalne, ale dla naszych dzieci to może być postrzegane jako coś normalnego. Wartość kobiet w takim ujęciu sprowadza się tylko do wyglądu, zostaje całkowicie uprzedmiotowiona.

A stąd już niedaleko to dalszych poważnych problemów nastolatków - zbyt wczesnej inicjacji seksualnej, ciąż nastolatek, patologicznych zachowań.

To też szerokie pole do popisu i działalności feministek - ale mam wrażenie, że uznały te tematy za zbyt "proste" i walczą teraz na innych "efektowniejszych frontach", bardziej nośnych medialne. A szkoda, bo sufrażystki rozpoczęły walkę przed 100 lat, ale nie wszystko im jak widać na przytoczonych wyżej przykładach się udało.

 

 

19:17, mamik.net
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 maja 2013
Janek, Bronek, Władek i Guzik

Nie, to nie nowi koledzy Szymka, ale ulubieni bohaterowie z serialu "Czas honoru".

Od tej zimy zaczęliśmy z Szymkiem wieczorami ogladać wspólnie wybrane seriale. Koledzy w klasie oglądali "Komisarza Alexa", więc i my zaczęliśmy utrzestniczyć w rozwiązywaniu kolejnych kryminalnych zagadek. Bo kryminalna intrynga właśnie pociąga Szymka najbardziej. Dlatego kolejny wybór padł na "Ojca Mateusza" - Szymek polubił również detektywa w sutannie a ja pozostaję pod urokiem ... muzyki i Sandomierza, ktrórego uroków wcześniej nie poznałam.

Ale prawdziwym hitem okazał się dopiero "Czas honoru". Wcześniej nie ogladaliśmy kolejnych "sezonów", bo Szymek za mały, bo inne zazwyczaj miewaliśmy niedzielne zwyczaje. Ale przypadkowo obejrzałam kilka odcinków z ostatniej serii i stwierdziłam, że w końcu chyba mamy film wojenny, który możemy ogladać z Szymkiem i nie jest to propagandowy i zakłamny "Kapitan Kloss" czy "Czterej pancerni", na których wychowaliśmy się z mężem.

Szymek dostał więc cały pakiet wydany na dvd na swoje urodziny. I gdy tylko mamy wolny wieczór ogladamy. Oglądamy i nie możemy się oderwać!

A każdy zakończony odcinek kończy się błaganiem - Tato, jeszcze jeden bo co z Władkiem na Pawiaku, co z rannym Guzikiem, czy Bronek przeżył.?!!!Z każdym kolejnym odcinkiem emocje rosną, bo coraz bardziej zaprzyjaźniamy się z paczką głównych bohaterów.

Tato trochę krytykuje, że serial naiwny, że nie tak zachowywaliby się słynni cichociemni, ale też ogląda z nami i służy rozwijącym historycznym komentarzem. Np, opowiedział nam właśnie o cichociemnych, o akcji Hotel Polski ( oszukanie ok. 3 tys. Żydów przez Niemców, którzy za gigantyczne łapówki mieli ich uratować a w rzeczywistości wysłali do obozów lub rozstrzelali ), o aresztowniu podczas meczu bokserskiego żołnierzy ZWZ, o zamachach w Warszawie itd.

Szymek dowiaduje się też z tego filmu o prawdziwej roli komunistów w II wojnie i przy tworzeniu socjalistycznej Polski. To trudne lekcje historii, ale sadzę że bardzo potrzebne młodemu pokoleniu.

Dlatego dla niego "żołnierze wyklęci" to nie bandyci, ale bohaterowie, którzy mimo zakończenia wojny pozostali wierni przysiędze i walczyli o wolną i suwerenną ojczyznę.

A wszystkich pasjonatów historii z Krakówa i okolic zapraszam na

koncert pt. "Dlaczego mnie o tobie w szkole nie uczyli?" 

poświęcony właśnie żołnierzom wyklętym i głównie rotmistrzowi Pileckiemu,

który odbędzie się w piątek 24 maja o godz. 19 w klubie Rotunda.

 

 



11:07, mamik.net
Link Komentarze (1) »
środa, 24 kwietnia 2013
Niebezpieczne lektury

To zabawne, ale rodzicielstwo nadal mnie mocno zaskakuje i prowadzi ścieżkami, na które wcześniej pewnie bym nie zajrzała.

Coż wszak literatura dla dzieci, to w odczuciu ogólnym rzecz błaha, banalna. Ale nie zawsze tak było...

W biblioteczce Szymka pojawił się album Papcia Chmiela o Bitwie Warszawskiej 1920 roku. I zaczęły się pytania i chęć poznania dalszych lektur - o wojnie z bolszewikami,  o Piłsudskim, o legionach i o pierwszej wojnie światowej.

W bibliotekach pustki, w księgarniach "taniej książki" - tylko kilka pozycji wydanych mało starannie i raczej edytorsko nieciekawie.

Co stało się z tą literaturą ( której zresztą ja w czasach PRL też nie mogłam poznać ) ?

Cenzura PRL uznała je za szczególne niebezpieczne lektury dla małych czytelników. Miliony książek zostały po prostu przemielone na makulaturę. Nie było płonących stosów - ale efekt był równie tragiczny.

Już w 1945 roku a poźniej w latach 1951-53 sporządzano wykazy książek do natychmiastowej selekcji. Ciekawostką jest, że istniały 3 wykazy z czego 3-ci w całości dotyczył wyłącznie książek dla dzieci.

Jak ważną sprawą było wychowanie małych czytelników świadczą też liczby : dwa pierwsze wykazy zawierały ok. 2000 pozycji a na liście książek dla dzieci było 562 pozycji. Choć to i tak nie oddaje liczby tytułów, bo wielu autorów pod nazwiskiem miało adnotację, że zniszczenie dotyczy całej twórczości i wszystkich wydań.

Przeglądałam tę listę - robi niesamowite wrażenie.

Są na tej liście nazwiska bardzo zaskakujące. Co było niebezpieczną lekturą dla komunistów?:

  1.  Karol May - wszystkie utwory
  2. Baśnie braci Grimm
  3. L.M. Montgomery
  4. Kipling
  5. F. Burnett - Mała księżniczka
  6. Hauf - Baśnie
  7. Ossendowski - wszystkie utwory
  8. Svensson
  9. Bajki polskie
  10. Bełza - Katechizm polskiego dziecka ( wszystkie wydania )
  11. Zofia Kossak-Śzczucka - wszystkie utwory

Jakie były kryteria doboru? Przede wszystkim oczywiście zakaz literatury legionowej, wojny bolszewickiej, ale też wszelkie wydania lektur o charakterze religijnym ( łącznie z wydanictwami kościelnymi i zakonnymi ), utwory o harcerstwie i wszystkie książki - nawet te nie figurujące na liście wydane w miastach polskich, które po wojnie zostały włączone do ZSRR ( Wilno, Lwów, Stanisławów ). O lekturach ukazujących stary porządek społeczny, gdzie bohaterami był np. panicz lub paniennka nie wspominając.

Niestety komunizm zrobił swoje i wiele nazwisk autorów nic nie mówi współczesnemu czytelnikowi. A może jednak warto odkurzyć również polską klasykę?

Ja w ramach poszukiwań kupiłam "Bohaterskiego misia" B. Ostrowskiej i E. Słońskiego "Jak to na wojence" - oczywiście dobór lektur uwzględnia głównie zainteresowania Szymka :-)

Wrażenia po lekturze wkrótce.

Jako ciekawostkę dodam, że cenzurę zniesiono dopiero w 1990 roku ( choć pewnych autorów dopuszczono do "obiegu" oczywiście wcześniej ). Jednak nadal pozostają białe plamy po niebezpiecznych lekturach dla dzieci i młodzieży.

 

11:34, mamik.net
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 kwietnia 2013
Sprawa Bajkowskich - to nie bajka.

Nie chiałam pisać o tej sprawie na blogu - ale stwierdziłam po wczorajszym wyroku krakowskiego sądu, że muszę. Podtytuł "Jak wychowywać chłopców ?" jednak zobowiązuje.

Ilekroć słyszę lub czytam o tej sprawie - nie mogę uwierzyć w bezduszność dorosłych i ich bezkompromisowość w postępowaniu.

Sprawa jednak nabrała swojej "urzędowej mocy" i biegnie swoim trybem, za nic mając sam podmiot tej sprawy - dzieci i ich dobro.

Gdy w 2010 roku trwały przygotowania do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie - nieliczne głosy krytyki były komentowane - jesteś przeciw czyli jesteś za przemocą w rodzinie i populistycznie straszysz ludzi, że dzieci będą odbierane rodzinie za "zwykłe klapsy". Przeciwnicy (kojarzeni zresztą głównie z fanatyczną prawicą) mówili o sprzeczności z konstytucyjnym prawem rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i niebezpieczeństwem zbierania danych dotyczącyh rodzin i nadużywaniem ich ze strony państwa.

 Sprawa państwa Bajkowski pokazuje drastycznie do jakich wypaczeń można dojść kierując się "dobrymi intencjami" w myśl nowej ustawy.

Sąd dopatrzył się w materiale dowodowym, że rodzina jest dysfunkcyjna i że najlepszym środkiem zapobiegawczym będzie pozostawienie dzieci na kolejnych kilka miesięcy w domu dziecka.

Przez lata słyszałam od psychologów i pedagogów, że domy dziecka to ostateczność - że nawet w najgorszej rodzinie dzieci czują się lepiej niż w tej instytucji ( z tego powodu zaczęto je zastępować tzw. rodzinnymi domami dziecka ) Teraz okazuje się, że jest inaczej. Bo w domu jest przemoc fizyczna ( ojciec przyznaje się do bicia synów, np. gdy rzucali kamieniami w ludzi ) oraz psychiczna (z opinii Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego wynika że "ojciec jest dominujący i górujący nad synami - a na miłość Boską lepiej byłoby, gdyby 13-latkowie dominowali w rodzinie ? ).

Nie przytoczono opinii publicznej żadnych raportów policyjnych, szkolnych lub środowiskowych, które wskazywałyby na tzw. długotrwałe znęcanie się fizyczne nad tymi dziećmi. Żadnych obdukcji lekalarskich, nic.

Zresztą szkoła jest zupełnie zaskoczona tą sprawą i wydała jak najbardziej pozytywną opinię o rodzinie.

Skąd więc problem - dzieci same zgłosiły się na policję czy Błękitną Linię?

Nie , wręcz broniły się przed policją, która zabrała ich do domu dziecka.

Rodzina jest dysfunkcyjna - orzekł są na podstawie opinii psychologów z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii.

Tylko dlaczego dysfunkcyjna rodzina sama szuka pomocy u psychologów?

Czy ludzie korzystający z porad psychologów mają świadomość, że to nie są lekarze i nie obowiązuje ich "tajemnica lekarska" i zachowanie treści rozmów i problemów dla siebie - pewnie większość nie wie o tym. Wszak psycholog powinien pomagać - że tym razem tylko zaszkodził całej rodzinie to drobiazg!

Czy naprawdę psychologowie z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii, gdzie udała się rodzina p. Bajkowskich po pomoc udzieliła im należytego wsparcia?

Czy terapeuci, gdy zauważyli, że nie ma współpracy i porozumienia między nimi a rodziną zaproponowali innych terapeutów? Czy lecząc się np. psychiatrycznie mamy prawo przerwać terapię, zmienić lekarza? Tak, dlaczego nie funkcjonują więc te zasady w odniesieniu do spotkań psychologicznych? Czy możemy podjąć suwerenną decyzję, bez ponoszonia konsekwencji np. ujawnienia naszych tajemnic?

Dlaczego doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożono dopiero po 15 spotkaniach terepeutycznych i przerwaniu przez rodzinę terapii? Wcześniej nie wiedziano zagrożenia i podstaw do zgłoszenia sprawy na policję? Czy miała być to kara za zerwanie terapii ( a może były jakieś krytyczne uwagi ojca ? ) Czy tak zachowują sie profesjonalni psychologowie?

W zarzutach stawianych przez psychologów jest "stawianie małoletnich w sytuacji nadmiernej samodzielności i odpowiedzialności" ( chodzi o samodzielną podróż pociągiem!!!) - a czym jest zafundowanie im tego spektaklu, podważenie autorytetu rodziców, ich jakiejkolwiek wartości.

Czy znajdzie się choć jeden psycholog - który powie,że te wydarzenia pozostaną bez szkodliwego wpływu na psychikę tych młodych chłopców? Na ich dalszy stosunek do rodziców, zaufanie do dorosłych, wiarę w instytucję rodziny?

I tu znów dochodzimy do istotnej różnicy między psychologami a lekarzami, których obowiązuje zasada "primum non nocere" - która jak widać nie odnosi się do środowiska psychologicznego. A szkoda.

I jeszcze jedna sprawa - ludzie popełniają błędy zarówno lekarze, psychologowie jak i prawnicy. Wielką sprawą jest dostrzeżenie ich i przyznanie się do winy. W tym przypadku sąd uznał, że postępowanie żle przygotowano - sprawę rozpatrzy ponownie, ale dzieci zostaną w domu dziecka ( mimo że ojciec zgodził się wyprowadzić na ten czas z domu - o co więc tu chodzi, bo na pewno nie o dobro dzieci ? ) A może Sąd chce nam społeczeństwu pokazać, że nie ugiął się pod naciskiem opinii publicznej, Rzecznika Praw Dziecka czy samego Ministra Sprawiedliwości? Jest niezawisły i nieomylny. 

I na koniec czy psychologowie nie powinni wiedzieć, że rodzice też są ludźmi i też często popełniają błędy - ale siła rodziny tkwi w tym, że po jakimś czasie nie pamiętamy ich, przebaczamy a z perspektywy dorosłego życia zupełnie inaczej oceniami wysiłki rodziców, ich zakazy i nakazy oraz kary stosowane przez nich?

Dwójka psychologów z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii tego nie wie, więc jak mogą pomagać komukolwiek?

13:23, mamik.net
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 kwietnia 2013
Spacery do muzeum

Wiem, że historia jest dziś niemodna, niestety Szymek nie chce w przyszłości zostać ani piłkarzem, ani nawet znanym piosenkarzem - marzy że zostanie żołnierzem. Ja oczywiście wolałabym achitekta, adwokata lub lekarza - ale o tych zacnych profesjach na razie mój syn nie chce słyszeć :-(

No cóż historia w Krakowie wyłania się prawie z każdego zakątka. A i nasze rodzinne trasy spacerowe raczej omijają centra handlowe i kierują się w spokojniejsze uliczki i zakątki. Więc wycieczka do muzeum ( może oprócz Wawelu ) może stanowić właśnie taką alternatywę.

Najciekawszym dla Szymka muzeum w Krakowie są Podziemia Rynku. Z zewnątrz niepozorna piramidka i wejście. Tylko niekończąca się kolejka świadczy, że za tymi drzwiami kryje się magiczny średniowieczny ( a nawet starszy ) Kraków. To najnowocześniejsze interaktywne muzeum w Krakowie. Idealne dla dzieci, które mogą tu dosłownie przenieść się w czasy dawnych rycerzy i smoków. Słychać tu gwar starego rynku, widzimy stare domostwa, budzące dreszcz przerażenia stare cmentarzysko, czy pożar. W przerwie dzieci mogą zobaczyć interaktywny teatr czy pobawić się starymi zabawkami.

Kolejnym miejscem, które często odwiedzamy ze względu na ciekawe ekspozycje czasowe (np. Fangor, Dwurnik, Turner ) jest Muzeum Narodowe. Tu zawsze musimy zwiedzić salę "Broń i Barwa w Polsce" - nazwa trochę dziwaczna, ale to ekspozycja dawnego wojska polskiego przez wszystkie stulecia.

Najnowsza placówka to Muzeum Armii Krajowej. Muzeum jednak mnie rozczarowało, bo dominuje tu statyczna ekspozycja. Mam nadzieję, że to niebawem się zmieni. Ale to tylko moje wrażenia, bo Szymek był zafascynowany wielką kolekcją broni, jaką tu zobaczył. A na koniec mógł nawet sobie postrzelać do niemieckiego czołgu!

A na naszej liście jest jeszcze Muzeum Lotnictwa ze świetną kolekcją starych samolotów i Muzeum Inżynierii Miejskiej z ciekawymi wystawami interaktywnymi właśnie dla dzieci.



 

12:03, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 marca 2013
Karolek i wszy

Gdy pierwszy raz dzieci dostały w szkole karteczkę o wszawicy i przeglądzie włosów przez pielęgniarkę, osłupiałam. Jak to przecież mamy XXI wiek! To chyba jakaś pomyłka.

Wszawica to choroba biedoty, przypadłość wojenno-obozowo-łagrowa. Które z tych rozkosznych maluchów mogłoby roznosić coś tak odrażającego?

Oczywiście odruch natychmiastowy jest taki, że cała głowa zaczyna człowieka swędzieć. Pamiętacie Sarę Jessicę Parker w filmie "Jak ona to robi?". Zabawne, ale jak widać prawdziwe.

 W internecie zaczęłam szukać i okazało się, że problem jest nadal bardzo aktualny. A w rozmowie ze znajomą lekarką dowiedziałam się, że np. jest bardzo rozpowszechniony również na Zachodzie - zabiegani rodzice często "przegapiają" problem, a później wszystko rozwija się lawinowo. Jedno dziecko zaraża w szkole, na zajęciach drugie. Problemem jest też to, że nie mówi się o tym otwarcie, nie można praktycznie "przymusowo" odesłać takiego dziecka do domu.

W aptekach mamy teraz ogromny wybór środków, to głównie łatwe w użyciu szampony. Ale powiem szczerze, że gdy kupowałam je czułam się jak przestępca, a pani aptekarka zlustrowała mnie jak trędowatą i chyba najchętniej nie wzięłaby ode mnie żadnych pieniędzy :-)

Teraz zaopatrzona w "magiczne buteleczki" nie wpadnę w panikę przy kolejnej inspekcji i jesli trzeba zareaguję natychmiast.

Aby więc zerwać ze sterotypami kupiłam Szymkowi "Koszmarnego Karolka na tropie wszy". Szymek uśmiał się czytając i wie, że to kolejna dolegliwość jak każda inna i że z nikogo z tego powodu nie powinno się wysmiewać.

Myślę, że takie książeczki powinny być rozdawane też rodzicom, gdy ich pociechy rozpoczynają edukację, aby nie przezyły tego co np. ja na hasło: Uwaga wesz!!!

 

09:52, mamik.net
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 marca 2013
Małe Wu Wu

Czasami tak się dzieje, że coś nas omija, bo za wcześnie lub za późno trafimy na jakąś perełkę. Cieszę się więc, że mimo opóźnienia ( wstyd się przyznać ale kilkuletniego ! ) jednak kupiłam płytę Małego Wu Wu z wierszami księdza Twardowskiego.

Trochę się bałam, że Szymek jest już zbyt duży na te piosenki - ale okazuje się, że broni sie tu zarówno świetna muzyka Waglewskiego jak i pełne refleksji, ale i humoru teksty księdza Twardowskiego.

Polecam gorąco, choć ten album bardziej pasuje do poprzednich świąt!





 



 

18:03, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2013
Chłopiec, który próbuje być sobą...

"ADHD bez przerwy męczy mnie" - często podśpiewuje sobie Szymek wykonując coś na kształt tańca św. Wita. Czasami działa na nas to jak magiczny odstresowywacz i zaczynamy się wspólnie śmiać.

Już wcześniej pisałam, że na początku edukacji szkolnej zasugerowano nam przebadanie go pod kątem właśnie nadmiernej "żywiołowości". Ograniczyłam się do dwóch wizyt ( bez Szymka ), aby stwierdzić, że to bez sensu - że mam po prostu energicznego chłopca i w żaden sposób nie chcę go zamienić w kogoś innego. Zmieniliśmy natomiast szkołę - pardoksalnie "dobrą prywatną" na "zwykłą publiczną" i nastąpił cud. Zaaklimatyzował się bardzo szybko i co najważniejsze bardzo polubił nową szkołę. Nie musimy już się martwić, że może coś jest z nim nie tak. Czy to znaczy, że jest tylko i wyłącznie super grzeczny? Nie, ale uspokoiłam się, że to był tylko kolejny etap rozwoju jak np. "bunt dwulatka".

Bardzo pomógł mi w tym okresie mój mąż, który zupełnie inaczej patrzył na naszego syna - jego granica tolerancji była znacznie wyższa niż moja. "To normalne u chłopców" - uspokajał mnie, gdy ja chciałam interweniować i faktycznie miał rację :-)

A piszę znów o tym, bo nadal uwielbiam czytać książki o wychowywaniu chłopców i przeszukuję blogi i księgarnie, aby przekonać się, jak z tym problemem radzą sobie inni rodzice i jakie "cudowne rady" podsuwają naukowcy.

Książka "Tacy są chłopcy" dr Anthony Rao powinna zostać przeczytana przez wszystkich rodziców chłopców ( ale i pedagogów, nauczycieli, trenerów czy psychologów, którzy pracują z chłopcami ). Autor jest pracownikiem naukowym Harvard Medical School i od 20 lat prowadzi praktykę psychologiczną.

"Już na początku mojej kariery zauważyłem, że częściej trafiają do mnie chłopcy niż dziewczynki, stanowią oni również ogromną wiekszość dzieci kierowanych do psychiatrów. A w ostanich latach moja uwagę przykuła kolejna niepokojąca tendencja. Otóż w moim gabinecie pojawiają się coraz młodsi chłopcy, u których nieprawidłowo i przesadnie zdiagnozowano zaburzenia afektywne dwubiegunowe. (...) W 2005 roku naukowcy z Yale opublikowali wyniki badań, z których wynika że chłopcy są wyrzucani z przedszkoli (!) trzykrotnie częściej niż z jakichkolwiek innych placówek, w całej swojej karierze edukacyjnej. Badanie dowiodło również, ze chłopcy sa usuwani ponad 4,5 raza częściej niż dziewczynki.( ...)

Swoją praktykę rozpocząłem ponad 20 lat temu, kiedy to diagnozowanie u dzieci ADHD, zaburzenia afektywnego dwubiegunowego czy zespołu Aspergera było rzadkością. Wahało się w granicach 1-3 % populacji. W ciągu ostatnich 8 lat "Zachorowalność" chocby na zaburzenia afektywne dwubiegunowe wzrosła o ponad 4000 %.

Czas położyć temu kres.

Chcę zachęcić rodziców, nauczycieli, pediatrów, psychologów i psychiatrów, żeby radykalnie zmienili podejście do problemów najmłodszych chłopców.(...)

Kryteria diagnostyczne wielu zaburzeń staja sie coraz szersze i zaczynaja obejmowac zachowania, które jeszcze przez poprzednie pokolenie uznawane były za ozobliwe czy trudne, ale ogólnie rzecz biorąc - normalne. ( Mowa tu np. o lęku towarzyskim, pewnym stopniu agresji, nerowości, moczeniu nocnym i nieznacznym opóźnieniu w nauce czytania i pisania ).

Dobra widomość jest taka, że większość chłopców wyrasta z tych problemów.

W większości przypadków odwiedzający mnie rodzice nigdy wcześniej nie brali pod uwagę możliwości, że z ich synem na dłuższą metę wszystko będzie w porządku. Nikt im nie powiedział, że chłopcy rozwijają się inaczej niż dziewczynki ( czego pewnie nie pochwalają zwolennicy studiów gender - przypis mój ). Dziewczynki używają więcej słów, współpracują z innymi, skutecznie stosują umiejętności społeczne. Móżgi chłopców natomiast pracują nad innymi zadaniami, nie zawsze docenianymi w szkole, na przykład uczą sie poprzez dotyk i testowanie, rozwijają umiejętnosci motoryczne i zajmują się zadaniami pzrestrzennymi. Chlopców cechuje również naturalna agresja, ponieważ przejawiają zdrowe zainteresowanie przeciwstawiania się zasadom, sprawdzając w ten sposób granice swojej władzy.

Nikt też nie mówił o tym, że znaczna grupa dzieci na pewnym etapie rozwoju przezywa trudności, bo na tym właśnie polega rozwój - to trud uczenia.(...)

Pragnę, abyście pamiętali, że trudne doświadczenia waszego syna są dla niego źródłem największej siły. Za naszą potrzebą diagnozowania i interweniowania kryje się chłopiec, który próbuje być sobą.

Apodyktyczy - uczy się kierować innymi.

Nieśmiały - dokładniej obserwować świat.

Majsterkowicz - naprawiać.

Marzyciel - tworzyć. "

Ten przydługi cytat ( zestawiony przeze mnie ) pochodzi z I rozdziału. A dalej? Dalej mamy zestawienie typowych problemów pacjentów doktora i wskazówki, co naprawdę one oznaczają i jak je rozwiązywać. Czyli dalej jeszcze ciekawiej:

Rozdział 3 - On nie ma żadnych kolegów

Rozdział 4 - Mały tyran i gnębiciel

Rozdział 5 - On nie potrafi spokojnie usiedzieć!

Rozdział 6 - On rządzi całym domem

Rozdział 7 - On musi wygrywać, bo jak nie...

Rozdział 8 - On chce być czarnym charakterem

Rozdział 9 - Twój syn staje się taki... kruchy

Rozdiał 10 - On nienawidzi szkoły

Rozdiał 11 - Nauczyciel uważa, że wasz syn wymaga przebadania

Rozdział 12 - Synowi postawiono diagnozę

Rozdiał 13 - Jaki bedzie nasz syn, kiedy dorośnie?



 

 

12:53, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 stycznia 2013
"Książka wszystkich rzeczy", czyli rzecz o przemocy i ateizmie

Wróciliśmy z ferii i wpis miał być zimowo-narciarski, ale przegladając zaległe wpisy blogowe natrafiłam na gorącą dyskusję o książce Guusa Kuijera, jak wyczytałam na stronie Dwóch Sióstr - laureata nagrody Astrid Lindgren ( chociaż tę nagrodę dostał za całokształt twórczości, a nie za "Książkę wszystkich rzeczy" ).

Przeczytałam i czuję się trochę ( a może to za małe słowo ) skonsternowana.

Po pierwsze dla kogo jest ta książka? Dla dzieci, raczej nie. Co mogłoby skłonić mojego 10-latka do czytania o psychopatycznym ojcu, który bije rodzinę? Owszem, wiem, że niestety nadal zdarzają się rodziny, gdzie dochodzi do bicia i przemocy zrówno fizycznej jak i psychicznej, ale czy tak odległe realia jak przedstawione w książce ( zapewne początek lat 50-tych ), może ułatwić współczesnym zrozumienie tematu? Przecież scena bicia dziecka warząchwią za pomylenie tekstu z Biblii wygląda jak horror z XIX wieku! 

Druga sprawa, to wizja Boga i religii wpleciona do tej fabuły. Schemat, że to ograniczony psychopatyczny ojciec jest też fanatycznym chrześcijaninem jest dla mnie literacko tak banalnym uproszczeniem, że jest aż obraźliwy. Czy dzieci tak mają się uczyć tolerancji? Czy tolerancyjni mamy być tylko dla ateistów? Bo faktycznie tak niby się przypadkiem dzieje w tej lekturze, że ludzie dobrzy są neutralni światopoglądowo i oczywiscie postępowi jak np. ciocia Pia ( która jako kobieta wyzwolona nosi spodnie, czy pełna współczucia i dobra pani Van Amersfoort, podejrzewana zresztą przez ojca o sympatie komunistyczne ).

Nie czuję się ekspertem w sparwach wiary, ale akurat w przedstwianiu Boga jest to raczej rozumienie na poziomie małego dziecka. Główny bohater 9-letni Thomas tak strasznie bity przez ojca, pociechy szuka w rozmowach z Jezusem. Dziecinnie wierzy w boską interwencję, ale "Bóg milczał we wszystkich językach". Zresztą jak miał pomóc Thomasowi, skoro nawet, gdy jego syna ukrzyżowano nie pomógł mu!!! Strona 74/75:

(" Mnie też nie było łatwo z moim ojcem, wiesz? (... ) On był bardzo surowy. Musiałem dać się przybić do krzyża, czy tego chiałem, czy nie. (...) Ale stało się, raz i nigdy więcej. A teraz na dodatek gdzieś mi się zapodział. Nigdzie nie mogę Go znaleźć. Szukałem w całym niebie.)

Może jednak lekcje tradycyjnej religii przydałyby się również na Zachodzie, bo to kompletny nonsens i całkowite wypaczenie zasad religii chrześcijańskiej! Idąc tym tropem możemy dojść do groteski:  np. do politeizmu w starożytnym Egipcie, tam przestraszony lud modlił się do Boga Słońca Ra i zaćmienie mijało, na ziemię wracało światło = czyli bóg Ra interwieniował, więc bóg Ra istnieje!!!

Oczywiście Thomas dochodzi do wniosku, że "Bóg Ojciec został z niego raz na zawsze wybity" i str. 93 : " Bóg Ojciec nie odszedł tak po prostu - oznajmił Thomas - On umarł. Mówię szczerze."

Ale są przecież ludzie, którzy właśnie w religii znajdują sens i pocieszenie i wierzą mimo wszystko. Ale tego już z tej książki się nie dowiemy.

I moja ostania refleksja - historyczna. Dla mnie ta książka przypomina mi trochę terapię dla naszych dziadków, czy rodziców żyjacych w trudnych czasach przed, w trakcie lub tuż po drugiej wojnie światowej. Świat zmienił się bardzo, kobiety chodzą w spodniach, pracują. Pewnie takiej książki o biciu nie napisałby żaden "polski dziadek", bo ówczesne dzieci widziały rzeczy dużo, dużo bardziej wstrzasające i pewnie często właśnie rodzina ( a  może religia? ) była dla nich wielką ostoją i nadzieją.

 Czasy się zmieniają, ale nadal znajdą się źli ludzie, źli rodzice, psychopatyczni oprawcy. Ale stanowczo przestrzegłabym wszyskich przed zbytnim uproszeniem, że przyczyną tego jest wyznawana przez kogoś religia, czy np. poziom wykształcenia, jak też często się uważa!!!

Jeśli więc będę chiała porozmawiać o przemocy fizycznej z moim synem poczekam na inną lekturę.



12:17, mamik.net
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17