Popieram Internet Bez Chamstwa Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Mały Powstaniec Szymon Sławiński Spis moli
RSS
piątek, 10 stycznia 2014
Poczet pracowitych Polaków

Zachwycająca, niesamowita, pasjonująca, wciągająca, intrygująca, "budująca", rozwijająca!!!

Rzadko zdarzają mi się takie zachwyty, ale ta pozycja jest wyjątkowa i w pełni zasługuje na te peany - "Pionierzy czyli poczet niewiarygodnie pracowitych Polaków" Marty Dzienkiewicz wydany przez Wydawnictwo Dwie Siostry.

Zazwyczaj biografie sławnych osób w wersji dla dzieci często gubią  gdzieś w uproszczonych opisach pasję, której ci ludzie się poświęcali, którą żyli. Po książkowych i szkolnych przeróbkach tracą swój naturalny blask i żar, który jest chyba nieodłącznym elementem życiorysu wybitnych naukowców. Autorce "Pionierów" Marcie Dzienkiewicz udało się obejść tą niebezpieczną sztampę.

Życie i praca wybranych naukowców została przedstawiona jako ciekawa przygoda życia, realizowana bardzo często na przekór otoczeniu. Tu najważniejsza jest wspomniana przeze mnie wcześniej pasja. Niektórzy z bohaterów tej książki to znani na całym świecie naukowcy ( jak choćby Maria Skłodowska-Curie, Zygmunt Wróblewski ), ale są też nazwiska których nie ma w zbiorowej świadomości, ale ich praca to często fundament, na którym budowały kolejne pokolenia.

Jak wyglądałaby dziś Ameryka Południowa bez Ignacego Domeyko i Ernesta Malinowskiego - trudno sobie dziś wyobrazić.

Czy "Dolina Krzemowa" mogłaby by powstać bez badań zapomnianego i niedocenionego Jana Czochralskiego?

Jak potoczyłaby się druga wojna światowa, gdyby Marian Rejewski i inni polscy uczeni nie złamaliby szyfru Enigmy?

Czy wojsko i policja na całym świecie może istnieć bez tak podstawowej rzeczy jak kamizelka kuloodporna wynaleziona przez zakonnika Kazimierza Żeglenia?

A czy wyobrażacie sobie współczesny świat bez witamin, małego przenośnego komputera, salonów kosmetycznych, kamery filmowej czy łodzi podwodnych?

Pewnie nie i raczej nie zaprzątamy sobie głowy, komu te dobrodziejstwa zawdzięczamy.

Czytając tę książkę poznamy odpowiedzi. Poznamy często zapomnianych i niedocenianych badaczy i naukowców. 

A przy okazji może uda się przekonać młodych czytelników, że nauka może być też fascynującą przygodą.

Powinnam tym okrągłym zdaniem zakończyć, ale w tej książce nie można pominąć warstwy graficznej. Jest pięknie zrobiona od początku do końca. Nie tylko dobrze się czyta, ale też świetnie się ją ogląda - a to zasługa Joanny Rzezak i Piotra Karskiego!

Czekam więc z niecierpliwością w Nowym Roku na kolejne tak wyjątkowe książki, w której piękna forma idealnie współgra z interesującą treścią.

 

19:16, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Listy od św. Mikołaja

Okres przedświąteczny u 10-latka nie budzi już takich emocji, jak kiedyś. Ja oczywiście patrzę na to z pewnym rozżaleniem, że czas tak szybko mija. Szczególnie, gdy ponawiamy prośby, aby napisać list do św. Mikołaja. Pada wtedy sakramentalne - przecież św. Mikołaj nie istnieje, a prezenty robią dzieciom rodzice.

Jednak i w tym roku był list i były zastawiane pułapki na biednego Mikołaja, aby w końcu go zdemaskować. I rano radosne poszukiwania zostawionych prezentów.

Trudniej też o świąteczną książkę dla dzieci w tym wieku, ale w tym roku trafiłam idealnie z prezentem książkowym.

Wyszperałam na allegro Tolkiena w wersji świątecznej, czyli "Listy świętego Mikołaja".

Czytamy wspólnie.

To listy, które sam Mikołaj pisał do dzieci J.R.R. Tolkiena - od 1920 roku aż przez 20 lat! - bo do 1943 roku!

Mikołaj pisze osobiście, z czasem są one coraz dłuższe, opisują życie na Biegunie, kolejnych pomocników i zabawne wydarzenia, jakie im się przytrafiają. Mi nasuwają skojarzenia z "mini komiksami", bo często są uzupełnione pięknymi i zabawnymi ilustracjami.

Ale nie brak tu obserwacji z realnego życia. Obserwujemy, więc jak Mikołaj jest smutny, że najstarsi synowie John i Michael przestają wysyłać listy do niego i nie wywieszają skarpet na prezenty - czasy więc się zmieniają a rodzice zachowują się podobnie :-)

Są w tych listach echa i wielkiego kryzysu i drugiej wojny i oczywiście wydania "Hobbita".

Ja czytam więc z całym kontekstem historycznym, a Szymek po prostu dobrze się bawi, gdy pomocnik Miś Polarny robi Mega Eksplozję - przypadkowo podpalając świąteczne fajerwerki, zalewa podczas kąpieli magazyn pełen prezentów czy walczy z goblinami, które atakowały i próbowały podpalić magazyn zabawek.

Świetna świąteczna lektura i pięknie zilustrowana przez samego autora.







 

18:14, mamik.net
Link Komentarze (2) »
środa, 20 listopada 2013
"Rycerze lasu" czyli o żołnierzach wyklętych dla dzieci

Szymek tym razem nie mógł się doczekać na zamówioną książkę, a tu jak na złość pomyliłam się przy wypisywaniu przelewu.

-Czy jest już moja przesyłka? - to było pierwsze pytanie, zaraz po przyjściu ze szkoły, przez kilka dni.  Mimo że zazwyczaj jest - Mamo jestem taki głodny!!! :-)

Pierwszy raz też przeznaczył swoje oszczędności na zakup książki a nie gry komputerowej ( oto współczesna wersja poświęcenia dla nauki ) . O tym, aby poczekał i zamówił sobie książkę np. w liście do Mikołaja, nie było nawet mowy.

Gdy się w końcu doczekał - "połknął ją" w ciągu jednego dnia i stwierdził, że jest super - najlepsza książka, jaką czytał i tylko szkoda, że taka krótka. To mogłoby starczyć za całą recenzję!

Ale i ja byłam bardzo ciekawa tej pozycji.

 Autorkom przede wszystkim gratuluję pomysłu uczczenia tzw. Żołnierzy wyklętych i pokuszenie się o przybliżenie ich historii najmłodszym czytelnikom.

To pierwsza taka pozycja na rynku wydawniczym skierowana do dzieci. Tu oczywiście nasuwa się smutna refleksja, że szkoda, że dopiero ponad 20 lat po obaleniu ustroju komunistycznego w Polsce.

Książka przeznaczona jest wg. mnie dla dzieci w wieku 7-12 lat. Dla młodszych będzie świetną lekturą do poczytania z rodzicami, dla starszych pewnie pierwszym krokiem do zainteresowania się ciekawymi, ale też trudnymi czasami po 1945 i walki Polaków z komunizmem.

Dwa opowiadania o Bartku i Franku, chłopcach ok. 10-letnich ukazują  atmosferę i fikcyjne, lecz bardzo prawdopodobnych zdarzenia z tamtych lat. W obu opowiadaniach schemat fabularny jest podobny:

chłopcy słyszą od rodziny, dorosłych o "leśnych", o tym że wojna wcale się jeszcze nie skończyła. To kłóci się dostępną im wiedzą. Przecież mogą już chodzić do szkoły, nie ma niemieckich żołnierzy, czołgów. Ci chłopcy z lasu są dla Bartka i Franka bohaterami, przecież walczyli z Niemcami, jednak po zakończeniu wojny nadal muszą się ukrywać i działać w konspiracji. Obu chłopcom przyjdzie odegrać równie ważną rolę i ostrzec przyjaciół o obławie. Przejdą wzorowo swój pierwszy życiowy egzamin.

Akcja toczy się szybko, małego czytelnika z pewnością trzyma w napięciu i niepewności, czy chłopcom powiedzie się ich misja. Np. spotkanie z leśniczym, czy bardzo realistyczna scena w szkole, którą odwiedzają, ci którzy szukają "bandytów z lasu" oraz scenka z dwoma tajemniczymi panami w kapeluszach.

Wstępem do książki jest wzruszająca opowieść, jednego z takich bohaterskich żołnierzy,  ppłk Stanisława Oleksiaka. A na zakończenie autorki w krótkich słowach wyjaśniają czytelnikom najważniejsze fakty dotyczące tzw. "żołnierzy wyklętych".

Dla młodych historyków pozycja absolutnie obowiązkowa!



 

 Przy okazji 11 listopada w prasie i sieci czytałam, że takie tematy są mało interesujące dla dzieci i młodzieży, że historią mało kto się dziś interesuje. Jednak tłok na spotkaniach z autorkami przeczy tej tezie :-)





12:37, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 listopada 2013
Butenko w Bunkrze

Bohdan Butenko to ilustrator kultowy dla mnie i pewnie wielu osób, rodziców "końcówki Prl-u", jego komiksowe, charakterystyczne postacie ożywiały każdą nawet najmniej dla mnie wtedy ciekawą książkę - jak np. tę o geometrii.

Z czasem wyrosłam, ale zdecydowanie za szybko :-( z   Gapiszona i Kwapiszona.

Kolejne spotkanie z Butenką było bardziej świadome,. Szukając kolejnych wierszyków dla maluchów natrafiłam na wznowione wydanie "Donga". To było niesamowite - wśród jaskrowo kolorowych wydań ta mała czarna książeczka. Później była "Nocna wyprawa" i  "Stacja nigdy w życiu".

Dlatego na wystawie w "Bunkrze sztuki" Szymek, co chwila podbiegał i mówił: Mamo zobacz nasz Dong, a tu nasza Astronomia!

Czekam z niecierpliwością na kolejne takie wystawy.

Wielkie uznanie wzbudziła u mnie również ... broszura przedstawiająca ilustratora z tekstem Ewy Grudy i w rewelacyjnym opracowaniu graficznym Aleksandry Wiśniewskiej i przy współpracy Anny Bargiel. A może pokusić się o szerszą monografię w tak świetnym i niecodziennym wydaniu? Gratuluję pomysłu!!!



 

11:47, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 listopada 2013
Miś inny niż wszystkie

Inny, bo to Bohaterski Miś Niedźwiecki.

Książkę o tym wyjątkowym misiu napisała Bronisława Ostrowska. Pełny tytuł to :

"Bohaterski Miś czyli przygody pluszowego niedźwiadka na wojnie. Dla dzieci od lat 10 do 100."

Ten mały pluszowy niedźwiadek powstał w pracowni zabawek, ale od samego początku nie był zwykłą zabawką. Miś czuje, myśli, zresztą podobnie jak pozostałe przedmioty, tylko ludzie nie potrafią ich właściwie słuchać.

Trafia do Lwowa do 7-letniej Hali i 12-letniego harcerza Stasia, jest 1910 rok. Staje się nieodłącznym towarzyszem ich zabaw i dziecięcego życia - chorób, lekcji, wakacji.

Ale nasz miś  marzy o wielkich przygodach. Aż nadchodzi lato 1914 roku. Hala i Staś wyjeżdżają na wakacje do Francji. Dom pogrąża się w letnim marazmie, gdy nagle dociera wiadomość o wybuchu wojny. Opis kontrastowego sennego letniego poranka i niepokojących  wiadomości o zbliżającej się wojnie podawany przez rozdrgane druty telegraficzne jest niezwykle poetycko
sugestywny . Echa tamtego niepokoju czuć w każdym kolejnym zdaniu.

Miś nie może zrozumieć, kto walczy z kim Austria z Rosją, czy Francja z Niemcami a Polska? " Z kimże jesteśmy? Przeciw komu? Przeciw wszystkim trzem! - buntuje się gorąca pewność. Z każdym, byle o Polskę! - zapada postanowienie."

Ale wojna, którą początkowo miś ogląda tylko przez okno, to nie tylko wspaniałe boje, sława i bohaterstwo. Gdy we Lwowie pojawiają się pierwsi ranni miś zauważa, że " nie wyglądali już, jak cynowe żołnierzyki Stasia. Może nie wyglądali nawet, jak ludzie... To było samo cierpienie, nieszczęście, śmierć - to była - wojna.(...) Nie mogłem pojąć. Auta, wozy, dorożki jechały
wolno, ostrożnie, przeładowane bólem."

Z miasta wycofują się Austriacy a wkraczają Rosjanie. "Czemu przyszli? Ze swej dalekiej, szerokiej ziemi tu po naszą? Jakim prawem?"

Mieszkanie Hali i Stasia zostaje zajęte na kwaterę przez rosyjskiego generała, który postanawia zabrać misia dla swego synka Miszki na pamiątkę. Ale nawet ta przymusowa "wizyta", przeciwko której buntuje się miś i inne sprzęty staje się pewną lekcją. Miś dowiaduje się , że nawet proste słowo wróg nie jest jednoznaczne. Adiutant generała Griszka, narzeka i marzy, żeby wrócić do domu. " To jednak przechodzi juz całkiem niedźwiedzie zrozumienie".

Spakowany do generalskiej skrzyni Miś wyrusza na front. Tabor generała zostaje rozbity i miś trafia do Legionów, a nawet spotyka samego Komendanta Piłsudskiego. I tu zaczynają się jego wojenne przygody.

Zachęcam do poznania dalszych przygód, bo naprawdę są fascynujące i zaskakujące.

Wiele książek z tamtego okresu dla dzieci  niestety straciło swój urok. Z książką Ostrowskiej jest inaczej - nadal świetnie ją się czyta. Napisana bardzo sugestywnym i poetyckim językiem, pozbawiona jest tego, czego nie znoszą współcześni czytelnicy "nudnych opisów" ( Jedynie 1-szy rozdział ma bardziej "opisowy" charakter ).

Akcja toczy się wartko, pełna jest zaskakujących zwrotów i oczywiście dla małych odbiorców cudownych zbiegów okoliczności. Wojna jest przedstawiona jako coś strasznego i groźnego, ale Polacy muszą walczyć, bo walczą w słusznej sprawie, o ziemie, które im odebrano.

" Rewolucja. Car padł. Wielki rosyjski biały car, co słał szeregi zaborców na naszą ziemię, przeciw któremu walczyły od wieku zastępy bojowników Ojczyzny - padł. Teraz zrozumiałem, co znaczy czerwony sztandar na miejscu dwugłowego orła: to car utonął we krwi, którą przelewał. Radowało się moje serce wolnego niedźwiadka tym zwycięstwem wolności - ale niepokoiła mnie - wojna (...) Przewidywałem słusznie . Do Stanisławowa jęły dolatywać od frontu trwożne wieści: Armia rewolucyjna pobita. Ucieka w nieładzie. Pali, rabuje, grabi.(…) Zanim zrozumieliśmy, co się dzieje – niebezpieczeństwo było usunięte. To wracający z frontu ułani polscy obrócili oręż przeciw rabującemu miasto żołdactwu. Uratowali Stanisławów.”

Ta książka jest świetną lekcją historii I wojny światowej i sposobu odzyskania przez Polaków niepodległości czy sprawy późniejszych zmienionych granic Polski.

Dlatego warto ją nadal czytać i wznawiać ( o umieszczeniu w programach szkolnych nie wspomnę ).

W księgarniach dostępne są obecnie dwa różne wydania. Jeden to reprint wydawnictwa „Volumina” z zachowanymi oryginalnymi ilustracjami Kamila Mackiewicza a druga wersja to wydawnictwo Zyski S-ka z nowoczesnymi ilustracjami Olgi Reszelskiej.

Świetna i przyjemna lektura, aby prosto wyjaśnić naszym dzieciom, dlaczego świętujemy 11 listopada.





09:33, mamik.net
Link Komentarze (2) »
czwartek, 31 października 2013
Orlęta Lwowskie

W tym roku podczas wakacji w Bieszczadach udało nam się zorganizować i pojechaliśmy na wycieczkę do Lwowa.

Bez szczególnych emocji muszę otwarcie przyznać - Szymek bez oczekiwań ( co zrozumiałe ) , ja bez rodzinnych korzeni na Wschodzie z dystansem do tych opowieści o wspaniałych Kresach, które słyszałam w swoimi rodzinnym Wrocławiu od rodzin przesiedlonych kresowiaków ( często te zachwyty budziły wręcz moją irytację lub co najwyżej znudzenie ). A tu taka ironia losu..

 Chyba najbardziej ze Lwowem i Kresami "powiązany uczuciowo" był mąż, bo babcia, której zresztą nie poznał, pochodziła ze Lwowa.

I z takim "bagażem" zaczęliśmy zwiedzanie. I niby rzeczy oczywiste, ale też totalne zaskoczenie.

Lwów jest piękny. Pięknie położony, obfitujący z zabytki różnych kultur, zadbany - naprawdę robi wrażenie.

Nie będę wyliczać zabytków, nie będę przypominać sławnych Polaków, którzy tam się urodzili.

Oczywiście trasa zwiedzania obejmowała też Cmentarz Łyczakowski. Bełza, Konopnicka, - nazwiska znane każdemu dziecku.

A później Cmentarz Orląt Lwowskich i niesłychana dla mnie i Szymka opowieść pani przewodnik o Jurku Bitschanie i Antosiu Petrykiewiczu ( najmłodszym w historii żołnierzu odznaczonym Orderem Virtuti Militarii ).

To pewnie ci mali chłopcy inspirowali młodzież w czasie okupacji niemieckiej do działalności w konspiracji, a później do udziału w powstaniu warszawskim. Ja, jak już wspominałam we wcześniejszym wpisie o bitwie warszawskiej, niewiele mogłam opowiedzieć synowi o tych wydarzeniach.

Po powrocie przewertowałam internet. Cóż znów ten sam problem - cenzura. Po drugiej wojnie o Lwowie i Orlętach nie można było pisać i wspominać. I mimo że w XX-leciu międzywojennym powstało wiele książek i wierszy na ten temat, w komunistycznej Polsce trafiły one na indeks książek zakazanych.

O obronie Lwowa o Orlątach dla dzieci i młodzieży pisali:

Helena Zakrzewska : "Dzieci Lwowa".

E.P. : Franek obrońca Lwowa

Artur Schroeder : Orlęta. Z walk lwowskich ( książkę wydano też we Francji )

Wydawnictwo M wydało w tym roku powieść węgierskiego autora Jeno Szentivanyi "Orleta lwowskie", który również opisał bohaterskie czyny naszych małych żołnierzy ( ale raczej jej odbiorca to młodzież a nie dzieci ).

To tylko te tytuły, które można łatwo odszukać w internecie, reszta została skazana na zapomnienie. Czy słusznie? Ocenę pozostawiam Wam.

 

A wracając do rodzinnych wspomnień i zaskoczeń. Mąż uparcie krążył wśród nagrobków, szukając swojsko brzmiących nazwisk. I totalne zaskoczenie, znalazł! Młody student, który zginął walcząc "ażeby w zmartwychwstałej Ojczyźnie nie zabrakło Lwowa" ( Epilog z Jeno Szentivanyi ).

Pamiętajmy o nich wszystkich podczas jutrzejszego Święta Zmarłych.

 

 

10:06, mamik.net
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 października 2013
Patriotyzm "zreinterpretowany"

Trochę mam zaległości lekturowych na blogu. Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania kilku refleksji po moim i Szymka przeczytaniu książki Joanny Olech "Kto ty jesteś".

Tekst rozczarował mnie bardzo. Ale najbardziej zdziwiły zachwycone recenzje, np. Pawła Jasnowskiego w ostatnim Rymsie. Zmobilizowało mnie to napisania polemicznego artykułu, który możecie w pełnej wersji przeczytać tu: http://ryms.pl/artykul_szczegoly/150/patriotyzm-miedzy-frazesem-a-wartoscia-polemika.html

 

 

10:13, mamik.net
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 października 2013
Kukułka w roli Obcego

17:22, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 sierpnia 2013
Bitwa Warszawska

Wakacyjne miesiące obfitują w ważne historyczne daty. Niestety najczęściej jesteśmy wtedy w rozjazdach, a piękne letnie krajobrazy nie sprzyjają rozmyślaniom o ciężkich chwilach w naszej historii.

Ale często historia jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy spacer, przeczytanie lokalnego przewodnika. Takie miałam refleksje, gdy zwiedzaliśmy opustoszałe wysiedlone wsie w Bieszczadach, podczas wspaniałej zaskakującej dla mnie wycieczki do Lwowa. Ale o Lwowie w następnym wpisie. Dziś jeszcze o bitwie pod Ossowem.

To wg. historyków ( i nie tylko polskich ) jedna z najważniejszych bitew światowych a z pewnością europejskich! Dopiero co odrodzona Polska musiała zmobilizować praktycznie wszystkie swoje siły, aby przeciwstawić się armii bolszewików, która w triumfalnym fanatycznym pochodzie chciała najpierw połączyć się z niemieckimi komunistami i dotrzeć do Paryża.

Udało się dzięki genialnemu taktycznemu posunięciu Piłsudskiego i ogromnemu zaangażowaniu całego społeczeństwa ( armia była głównie złożona z ochotników ).

Pisałam już wcześniej, że brak u nas w zasadzie dobrej literatury historycznej ( wyjątkiem nadal pozostaje II wojna światowa ) a przykład  braku książek dla dzieci i młodzieży, o tak ważnym wydarzeniu jest tylko potwierdzeniem tej tezy.

Jedyna książka, jaka się ukazała po 1989 roku to Henryka Chmielewskiego "Tytus Romek i A'Tomek w Bitwie Warszawskiej 1920 roku".

To smutne, tym bardziej że jeszcze rodzice dzisiejszych dzieci ( między innymi ja i moje pokolenie ) uczyły się tendencyjnej zakłamanej przez komunizm wersji o wojnie polsko-bolszewickiej.

Nie mieścił się też w serwowanej nam socjalistycznej wizji jeden z jej bohaterów - ks. Skorupka. Dlatego teren dawnego pola walki oraz wybudowaną tam kaplicę w PRL-u ogrodzono i zabroniono wejścia tworząc poligon. 

Szukając w sieci znalazłam jednak przedwojenną książkę "Białe róże" Heleny Zakrzewskiej  i wydawnictwo Polwen, które wydaje stare przedwojenne utwory, które ze względu na swoje "niebezpieczne dla socjalizmu treści" skazane były na nieistnienie ( zostały wycofane z bibliotek i nie mogły być ponownie wznawiane").

W ten sposób mogę jedynie nadrobić swoje braki w edukacji, a syna ustrzec przed niewiedzą i ignorancją historyczną.

 



16:23, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 sierpnia 2013
Tajemnica czlowieka z blizną

Tajemnice to coś, co dzieci uwielbiają. dlatego nie zdziwił mnie Szymek i  jego wybór  książki na wakacje. Musi być kryminał + kilka ulubionych komiksów ( tu wybór jest ograniczony, bo od 2/3 lat jest to naprzemiennie Kapitan Klos lub Tytus Romek i A'Tomek ).

Paweł Beręsewicz to nowy autor wśród lektur Szymka, więc szczególnie ciekawa byłam wrażeń. Okazało się, że książka jest świetna.

Chociaż fabuła wydaje się zaskakująco prosta - Jasiek próbuje znaleźć odpowiedź, skąd u Taty tajemnicza blizna na twarzy. Tropy rodzinnego śledztwa wiodą w różnych, czasami zaskakujących kierunkach.

To co zabawne szczególnie dla dorosłego czytelnika ( który też nie będzie się nudził przy tej lekturze ) to dziecięcy odbiór " historii najnowszej" - a więc czasów, gdy rodzice byli dziećmi, a dla ich pociech brzmią jak "opowieści dziwnej treści" - bo jak np. wyobrazić sobie życie w Prl-u bez komputerów, telefonów komórkowych i z cukierkami na kartki?

Bestseller wśród bardzo szerokiej oferty kryminałów dla dzieci!!!

I wielki plus za świetne ilustracje Olgi Reszelskiej.



12:14, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17