Popieram Internet Bez Chamstwa Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Mały Powstaniec Szymon Sławiński Spis moli
RSS
środa, 24 kwietnia 2013
Niebezpieczne lektury

To zabawne, ale rodzicielstwo nadal mnie mocno zaskakuje i prowadzi ścieżkami, na które wcześniej pewnie bym nie zajrzała.

Coż wszak literatura dla dzieci, to w odczuciu ogólnym rzecz błaha, banalna. Ale nie zawsze tak było...

W biblioteczce Szymka pojawił się album Papcia Chmiela o Bitwie Warszawskiej 1920 roku. I zaczęły się pytania i chęć poznania dalszych lektur - o wojnie z bolszewikami,  o Piłsudskim, o legionach i o pierwszej wojnie światowej.

W bibliotekach pustki, w księgarniach "taniej książki" - tylko kilka pozycji wydanych mało starannie i raczej edytorsko nieciekawie.

Co stało się z tą literaturą ( której zresztą ja w czasach PRL też nie mogłam poznać ) ?

Cenzura PRL uznała je za szczególne niebezpieczne lektury dla małych czytelników. Miliony książek zostały po prostu przemielone na makulaturę. Nie było płonących stosów - ale efekt był równie tragiczny.

Już w 1945 roku a poźniej w latach 1951-53 sporządzano wykazy książek do natychmiastowej selekcji. Ciekawostką jest, że istniały 3 wykazy z czego 3-ci w całości dotyczył wyłącznie książek dla dzieci.

Jak ważną sprawą było wychowanie małych czytelników świadczą też liczby : dwa pierwsze wykazy zawierały ok. 2000 pozycji a na liście książek dla dzieci było 562 pozycji. Choć to i tak nie oddaje liczby tytułów, bo wielu autorów pod nazwiskiem miało adnotację, że zniszczenie dotyczy całej twórczości i wszystkich wydań.

Przeglądałam tę listę - robi niesamowite wrażenie.

Są na tej liście nazwiska bardzo zaskakujące. Co było niebezpieczną lekturą dla komunistów?:

  1.  Karol May - wszystkie utwory
  2. Baśnie braci Grimm
  3. L.M. Montgomery
  4. Kipling
  5. F. Burnett - Mała księżniczka
  6. Hauf - Baśnie
  7. Ossendowski - wszystkie utwory
  8. Svensson
  9. Bajki polskie
  10. Bełza - Katechizm polskiego dziecka ( wszystkie wydania )
  11. Zofia Kossak-Śzczucka - wszystkie utwory

Jakie były kryteria doboru? Przede wszystkim oczywiście zakaz literatury legionowej, wojny bolszewickiej, ale też wszelkie wydania lektur o charakterze religijnym ( łącznie z wydanictwami kościelnymi i zakonnymi ), utwory o harcerstwie i wszystkie książki - nawet te nie figurujące na liście wydane w miastach polskich, które po wojnie zostały włączone do ZSRR ( Wilno, Lwów, Stanisławów ). O lekturach ukazujących stary porządek społeczny, gdzie bohaterami był np. panicz lub paniennka nie wspominając.

Niestety komunizm zrobił swoje i wiele nazwisk autorów nic nie mówi współczesnemu czytelnikowi. A może jednak warto odkurzyć również polską klasykę?

Ja w ramach poszukiwań kupiłam "Bohaterskiego misia" B. Ostrowskiej i E. Słońskiego "Jak to na wojence" - oczywiście dobór lektur uwzględnia głównie zainteresowania Szymka :-)

Wrażenia po lekturze wkrótce.

Jako ciekawostkę dodam, że cenzurę zniesiono dopiero w 1990 roku ( choć pewnych autorów dopuszczono do "obiegu" oczywiście wcześniej ). Jednak nadal pozostają białe plamy po niebezpiecznych lekturach dla dzieci i młodzieży.

 

11:34, mamik.net
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 kwietnia 2013
Sprawa Bajkowskich - to nie bajka.

Nie chiałam pisać o tej sprawie na blogu - ale stwierdziłam po wczorajszym wyroku krakowskiego sądu, że muszę. Podtytuł "Jak wychowywać chłopców ?" jednak zobowiązuje.

Ilekroć słyszę lub czytam o tej sprawie - nie mogę uwierzyć w bezduszność dorosłych i ich bezkompromisowość w postępowaniu.

Sprawa jednak nabrała swojej "urzędowej mocy" i biegnie swoim trybem, za nic mając sam podmiot tej sprawy - dzieci i ich dobro.

Gdy w 2010 roku trwały przygotowania do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie - nieliczne głosy krytyki były komentowane - jesteś przeciw czyli jesteś za przemocą w rodzinie i populistycznie straszysz ludzi, że dzieci będą odbierane rodzinie za "zwykłe klapsy". Przeciwnicy (kojarzeni zresztą głównie z fanatyczną prawicą) mówili o sprzeczności z konstytucyjnym prawem rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i niebezpieczeństwem zbierania danych dotyczącyh rodzin i nadużywaniem ich ze strony państwa.

 Sprawa państwa Bajkowski pokazuje drastycznie do jakich wypaczeń można dojść kierując się "dobrymi intencjami" w myśl nowej ustawy.

Sąd dopatrzył się w materiale dowodowym, że rodzina jest dysfunkcyjna i że najlepszym środkiem zapobiegawczym będzie pozostawienie dzieci na kolejnych kilka miesięcy w domu dziecka.

Przez lata słyszałam od psychologów i pedagogów, że domy dziecka to ostateczność - że nawet w najgorszej rodzinie dzieci czują się lepiej niż w tej instytucji ( z tego powodu zaczęto je zastępować tzw. rodzinnymi domami dziecka ) Teraz okazuje się, że jest inaczej. Bo w domu jest przemoc fizyczna ( ojciec przyznaje się do bicia synów, np. gdy rzucali kamieniami w ludzi ) oraz psychiczna (z opinii Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego wynika że "ojciec jest dominujący i górujący nad synami - a na miłość Boską lepiej byłoby, gdyby 13-latkowie dominowali w rodzinie ? ).

Nie przytoczono opinii publicznej żadnych raportów policyjnych, szkolnych lub środowiskowych, które wskazywałyby na tzw. długotrwałe znęcanie się fizyczne nad tymi dziećmi. Żadnych obdukcji lekalarskich, nic.

Zresztą szkoła jest zupełnie zaskoczona tą sprawą i wydała jak najbardziej pozytywną opinię o rodzinie.

Skąd więc problem - dzieci same zgłosiły się na policję czy Błękitną Linię?

Nie , wręcz broniły się przed policją, która zabrała ich do domu dziecka.

Rodzina jest dysfunkcyjna - orzekł są na podstawie opinii psychologów z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii.

Tylko dlaczego dysfunkcyjna rodzina sama szuka pomocy u psychologów?

Czy ludzie korzystający z porad psychologów mają świadomość, że to nie są lekarze i nie obowiązuje ich "tajemnica lekarska" i zachowanie treści rozmów i problemów dla siebie - pewnie większość nie wie o tym. Wszak psycholog powinien pomagać - że tym razem tylko zaszkodził całej rodzinie to drobiazg!

Czy naprawdę psychologowie z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii, gdzie udała się rodzina p. Bajkowskich po pomoc udzieliła im należytego wsparcia?

Czy terapeuci, gdy zauważyli, że nie ma współpracy i porozumienia między nimi a rodziną zaproponowali innych terapeutów? Czy lecząc się np. psychiatrycznie mamy prawo przerwać terapię, zmienić lekarza? Tak, dlaczego nie funkcjonują więc te zasady w odniesieniu do spotkań psychologicznych? Czy możemy podjąć suwerenną decyzję, bez ponoszonia konsekwencji np. ujawnienia naszych tajemnic?

Dlaczego doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożono dopiero po 15 spotkaniach terepeutycznych i przerwaniu przez rodzinę terapii? Wcześniej nie wiedziano zagrożenia i podstaw do zgłoszenia sprawy na policję? Czy miała być to kara za zerwanie terapii ( a może były jakieś krytyczne uwagi ojca ? ) Czy tak zachowują sie profesjonalni psychologowie?

W zarzutach stawianych przez psychologów jest "stawianie małoletnich w sytuacji nadmiernej samodzielności i odpowiedzialności" ( chodzi o samodzielną podróż pociągiem!!!) - a czym jest zafundowanie im tego spektaklu, podważenie autorytetu rodziców, ich jakiejkolwiek wartości.

Czy znajdzie się choć jeden psycholog - który powie,że te wydarzenia pozostaną bez szkodliwego wpływu na psychikę tych młodych chłopców? Na ich dalszy stosunek do rodziców, zaufanie do dorosłych, wiarę w instytucję rodziny?

I tu znów dochodzimy do istotnej różnicy między psychologami a lekarzami, których obowiązuje zasada "primum non nocere" - która jak widać nie odnosi się do środowiska psychologicznego. A szkoda.

I jeszcze jedna sprawa - ludzie popełniają błędy zarówno lekarze, psychologowie jak i prawnicy. Wielką sprawą jest dostrzeżenie ich i przyznanie się do winy. W tym przypadku sąd uznał, że postępowanie żle przygotowano - sprawę rozpatrzy ponownie, ale dzieci zostaną w domu dziecka ( mimo że ojciec zgodził się wyprowadzić na ten czas z domu - o co więc tu chodzi, bo na pewno nie o dobro dzieci ? ) A może Sąd chce nam społeczeństwu pokazać, że nie ugiął się pod naciskiem opinii publicznej, Rzecznika Praw Dziecka czy samego Ministra Sprawiedliwości? Jest niezawisły i nieomylny. 

I na koniec czy psychologowie nie powinni wiedzieć, że rodzice też są ludźmi i też często popełniają błędy - ale siła rodziny tkwi w tym, że po jakimś czasie nie pamiętamy ich, przebaczamy a z perspektywy dorosłego życia zupełnie inaczej oceniami wysiłki rodziców, ich zakazy i nakazy oraz kary stosowane przez nich?

Dwójka psychologów z Krakowskiego Instytutu Psychoterapii tego nie wie, więc jak mogą pomagać komukolwiek?

13:23, mamik.net
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 kwietnia 2013
Spacery do muzeum

Wiem, że historia jest dziś niemodna, niestety Szymek nie chce w przyszłości zostać ani piłkarzem, ani nawet znanym piosenkarzem - marzy że zostanie żołnierzem. Ja oczywiście wolałabym achitekta, adwokata lub lekarza - ale o tych zacnych profesjach na razie mój syn nie chce słyszeć :-(

No cóż historia w Krakowie wyłania się prawie z każdego zakątka. A i nasze rodzinne trasy spacerowe raczej omijają centra handlowe i kierują się w spokojniejsze uliczki i zakątki. Więc wycieczka do muzeum ( może oprócz Wawelu ) może stanowić właśnie taką alternatywę.

Najciekawszym dla Szymka muzeum w Krakowie są Podziemia Rynku. Z zewnątrz niepozorna piramidka i wejście. Tylko niekończąca się kolejka świadczy, że za tymi drzwiami kryje się magiczny średniowieczny ( a nawet starszy ) Kraków. To najnowocześniejsze interaktywne muzeum w Krakowie. Idealne dla dzieci, które mogą tu dosłownie przenieść się w czasy dawnych rycerzy i smoków. Słychać tu gwar starego rynku, widzimy stare domostwa, budzące dreszcz przerażenia stare cmentarzysko, czy pożar. W przerwie dzieci mogą zobaczyć interaktywny teatr czy pobawić się starymi zabawkami.

Kolejnym miejscem, które często odwiedzamy ze względu na ciekawe ekspozycje czasowe (np. Fangor, Dwurnik, Turner ) jest Muzeum Narodowe. Tu zawsze musimy zwiedzić salę "Broń i Barwa w Polsce" - nazwa trochę dziwaczna, ale to ekspozycja dawnego wojska polskiego przez wszystkie stulecia.

Najnowsza placówka to Muzeum Armii Krajowej. Muzeum jednak mnie rozczarowało, bo dominuje tu statyczna ekspozycja. Mam nadzieję, że to niebawem się zmieni. Ale to tylko moje wrażenia, bo Szymek był zafascynowany wielką kolekcją broni, jaką tu zobaczył. A na koniec mógł nawet sobie postrzelać do niemieckiego czołgu!

A na naszej liście jest jeszcze Muzeum Lotnictwa ze świetną kolekcją starych samolotów i Muzeum Inżynierii Miejskiej z ciekawymi wystawami interaktywnymi właśnie dla dzieci.



 

12:03, mamik.net
Link Dodaj komentarz »