Popieram Internet Bez Chamstwa Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Mały Powstaniec Szymon Sławiński Spis moli
RSS
środa, 30 stycznia 2013
"Książka wszystkich rzeczy", czyli rzecz o przemocy i ateizmie

Wróciliśmy z ferii i wpis miał być zimowo-narciarski, ale przegladając zaległe wpisy blogowe natrafiłam na gorącą dyskusję o książce Guusa Kuijera, jak wyczytałam na stronie Dwóch Sióstr - laureata nagrody Astrid Lindgren ( chociaż tę nagrodę dostał za całokształt twórczości, a nie za "Książkę wszystkich rzeczy" ).

Przeczytałam i czuję się trochę ( a może to za małe słowo ) skonsternowana.

Po pierwsze dla kogo jest ta książka? Dla dzieci, raczej nie. Co mogłoby skłonić mojego 10-latka do czytania o psychopatycznym ojcu, który bije rodzinę? Owszem, wiem, że niestety nadal zdarzają się rodziny, gdzie dochodzi do bicia i przemocy zrówno fizycznej jak i psychicznej, ale czy tak odległe realia jak przedstawione w książce ( zapewne początek lat 50-tych ), może ułatwić współczesnym zrozumienie tematu? Przecież scena bicia dziecka warząchwią za pomylenie tekstu z Biblii wygląda jak horror z XIX wieku! 

Druga sprawa, to wizja Boga i religii wpleciona do tej fabuły. Schemat, że to ograniczony psychopatyczny ojciec jest też fanatycznym chrześcijaninem jest dla mnie literacko tak banalnym uproszczeniem, że jest aż obraźliwy. Czy dzieci tak mają się uczyć tolerancji? Czy tolerancyjni mamy być tylko dla ateistów? Bo faktycznie tak niby się przypadkiem dzieje w tej lekturze, że ludzie dobrzy są neutralni światopoglądowo i oczywiscie postępowi jak np. ciocia Pia ( która jako kobieta wyzwolona nosi spodnie, czy pełna współczucia i dobra pani Van Amersfoort, podejrzewana zresztą przez ojca o sympatie komunistyczne ).

Nie czuję się ekspertem w sparwach wiary, ale akurat w przedstwianiu Boga jest to raczej rozumienie na poziomie małego dziecka. Główny bohater 9-letni Thomas tak strasznie bity przez ojca, pociechy szuka w rozmowach z Jezusem. Dziecinnie wierzy w boską interwencję, ale "Bóg milczał we wszystkich językach". Zresztą jak miał pomóc Thomasowi, skoro nawet, gdy jego syna ukrzyżowano nie pomógł mu!!! Strona 74/75:

(" Mnie też nie było łatwo z moim ojcem, wiesz? (... ) On był bardzo surowy. Musiałem dać się przybić do krzyża, czy tego chiałem, czy nie. (...) Ale stało się, raz i nigdy więcej. A teraz na dodatek gdzieś mi się zapodział. Nigdzie nie mogę Go znaleźć. Szukałem w całym niebie.)

Może jednak lekcje tradycyjnej religii przydałyby się również na Zachodzie, bo to kompletny nonsens i całkowite wypaczenie zasad religii chrześcijańskiej! Idąc tym tropem możemy dojść do groteski:  np. do politeizmu w starożytnym Egipcie, tam przestraszony lud modlił się do Boga Słońca Ra i zaćmienie mijało, na ziemię wracało światło = czyli bóg Ra interwieniował, więc bóg Ra istnieje!!!

Oczywiście Thomas dochodzi do wniosku, że "Bóg Ojciec został z niego raz na zawsze wybity" i str. 93 : " Bóg Ojciec nie odszedł tak po prostu - oznajmił Thomas - On umarł. Mówię szczerze."

Ale są przecież ludzie, którzy właśnie w religii znajdują sens i pocieszenie i wierzą mimo wszystko. Ale tego już z tej książki się nie dowiemy.

I moja ostania refleksja - historyczna. Dla mnie ta książka przypomina mi trochę terapię dla naszych dziadków, czy rodziców żyjacych w trudnych czasach przed, w trakcie lub tuż po drugiej wojnie światowej. Świat zmienił się bardzo, kobiety chodzą w spodniach, pracują. Pewnie takiej książki o biciu nie napisałby żaden "polski dziadek", bo ówczesne dzieci widziały rzeczy dużo, dużo bardziej wstrzasające i pewnie często właśnie rodzina ( a  może religia? ) była dla nich wielką ostoją i nadzieją.

 Czasy się zmieniają, ale nadal znajdą się źli ludzie, źli rodzice, psychopatyczni oprawcy. Ale stanowczo przestrzegłabym wszyskich przed zbytnim uproszeniem, że przyczyną tego jest wyznawana przez kogoś religia, czy np. poziom wykształcenia, jak też często się uważa!!!

Jeśli więc będę chiała porozmawiać o przemocy fizycznej z moim synem poczekam na inną lekturę.



12:17, mamik.net
Link Komentarze (3) »
środa, 16 stycznia 2013
W szponach "Cwaniaczka"

Zaczęło się niewinnie od jednego tomu "Dziennika Cwaniaczka" Jeffa Kinney'a, który Szymek dostał od Mikołaja. Prezent okazał się strzałem w dziesiątkę! Szymek "połknął" pierwszy tom, i pobiegł kupić drugi. Ostatnie kieszonkowe do kina zostało wydane nie na popcorn, lecz na kolejną książkę o Cwaniaczku - cud jakiś czytelniczy!

Czyta błyskawicznie, bo książka składa się z krótkich historyjek, które uzupełniane są komiksowymi rysunkami. Recepta na sukces wydaje się prosta - zero nudnych opisów, tylko zabawne perypetie  głównego bohatera - gimazjalisty Grega. Szymek czyta i śmieje się. Przybiega i czyta nam na głos co zabawniejsze urywki.

Już przy okazji "Karolka" pisałam, ze nie są to może lektury, które wzbudzają mój wielki entuzjazm, że wolałabym coś bardziej "wartosciowego", "wychowaczego", ale gdy widzę jak nie może się oderwać od czytania, to myślę, że ma to głęboki sens, aby polubić w ogóle ten zanikający zwyczaj "czytania lektur", aby czerpać z tego przyjemność.

Minus tej nowej pasji czytelniczej jest taki, że Szymek stwierdził, że niestety lektury w szkole są dużo nudniejsze i zapytał dlaczego? No właśnie, dlaczego? 



21:55, mamik.net
Link Komentarze (4) »