Popieram Internet Bez Chamstwa Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Mały Powstaniec Szymon Sławiński Spis moli
RSS
wtorek, 12 stycznia 2010
Ulubione planszówki.

Co robić w długie zimowe wieczory? Czytać książki lub grać w planszówki!

Już nie pamiętam, od jakiej gry się zaczęło, chyba od "Grzybobrania" - prostej wersji, w której wrzuca się grzybki do plastikowych koszyczków. Wraz z rozwojem "męskich" zainteresowań przyszedł czas na "Rycerstwo i piracki skarb". To były też pierwsze gry, w które Szymek zaczął grywać z kolegami i koleżankami, choć najczęściej kończyło to się kłótnią, kto oszukuje :) Bo w planszówkach najtrudniejszą nauką jest nauka przegrywania.

Kolejnym ulubioną grą był ( i jest nadal ) Super Farmer. ( To gra wymyślona przez profesora matematyki Karola Borsuka w czasie II wojny światowej, jako sposób ba załatanie budżetu rodzinnego. W czasie powstania warszawskiego gry spłonęły, zachował się jeden egzemplarz poza Warszawą, dzięki czemu można było odtworzyć grę ). Szymek uwielbia modyfikować zasady swojej hodowli.

Ostatnim długo wyczekiwanym nabytkiem była gra "Mali powstańcy". To pierwsza gra strategiczna Szymka. Polega na przenoszeniu rozkazów przez harcerzy poczty polowej w powstańczej Warszawie. Jeśli nie dostarczymy rozkazu w odpowiednim czasie kolejne ulice blokują czołgi niemieckie. Na razie gramy w wersję uproszczoną. Początkowo gra wydała się trudna, ale Szymek już po pierwszej rozgrywce nauczył się jej zasad, można więc polecić ją dla dzieci 6/7 letnich ( oczywiście do gry z pomocą rodziców).  To obecnie nasz rodzinny nr 1 na zimowe wieczory.

A na nszej półce jeszcze wiele innych ciekawych i znanych pozycji: Scrable, Monopol, Chińczyk czy Szeryf.

A ja bardzo się cieszę, że w erze gier komputerowych, play'ów itp. nasze dziecko lubi usiąść przy stole z rodzicami nad planszą z kostką w ręce. Tylko ciekawe jak długo jeszcze? :)

 

10:38, mamik.net
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 stycznia 2010
"Dzielna Kajsa"

"Dzielną Kajsę" Astrid Lindgren kupiłam jako opowiadania świąteczne a nazwisko autorki to dla mnie niezawodna rekomendacja dobrej literatury dla dzieci. I tym razem się nie zawiodłam. A im więcej stron przeczytaliśmy, tym bardziej mnie te krótkie historyjki zachwycały.W tej książeczce nie urzekła mnie jednak magiczna atmosfera świąt na dalekiej Północy, ale inne zgoła nieświąteczne opowiadania.

Szymkowi najbardziej przypadło do serca opowiadanie pt. "Starsza siostra i mały braciszek". Śmialiśmy się i czytaliśmy kilka razy. Oto próbka stylu i dowcipu:

"- Pewnego razu był sobie król. Siedział z koroną na głowie...

- Dziwne miejsce na przechowywanie pieniędzy- odedzwał się braciszek- Zawsze wkładam swoje korony do skarbonki.

- Ech, niemądry jesteś. To była korana innego rodzaju."

A końcowe podsumowanie bajeczki przez braciszka, to znane wszystim rodzicom słowne wygłupy i dziwne dowcipy maluchów.

Druga historia to "Skakać najwyżej" o dwójce przyjaciół, którzy od kołyski rywalizują ze sobą we wszystkim i wynikają z tego zabawne sytuacje, jak np. ta ze zjedzeniem dżdżownicy, ale i czasami poważne i niebezpieczne. Ku przestrodze.

Jest jeszcze zabawna historia stale obrażającego się i wyprowadzającego z domu Pellego. ( A ja myślałam, że to specjalność tylko mojego synka! ).

Te opowiadania mają też inny charakter - są świetną nauką "historii naturalnej", jak to dawniej było. Jak ciężko żyło się ludziom i dzieciom w tamtych czasach, gdy cukierki były niesamowitym luksusem podobnie jak np. zabawki. Ale nie jest to dydaktyzm nachalny.

A dzieci są niesamowite i zawsze ( no może prawie zawsze ) potrafią sobie poradzić jak np. Adam Engelbrekt- smalandzki torreador czy Samuel August.

Jest też smutek, jak to w życiu w lirycznym opowiadaniu o księżnice "Marit".

Byłaby to wielka szkoda, gdyby ta piękna książka nas ominęła :)

 

 

 

10:06, mamik.net
Link Dodaj komentarz »