|
Blog > Komentarze do wpisu
Janusz Korczak - wyciągnięty z lamusa
Stosik nowych pięknie wydanych książek rośnie zawsze w okolicy świąt, urodzin i targów. W tym roku nie było inaczej, ale podczas dogłębnych porządków wyciągnęłam kilka staroci. Zaczęliśmy od "Józków, Jaśków i Franków" Janusza Korczaka i przeżyliśmy zachwyt. Szymkowi bardzo spodobała się ta prosta historia o chłopcach na koloniach letnich. Budowanie zamków na piasku, wyprawy do lasu i budowanie szałasów, chodzenie po drzewach, zabawy w wojnę czy piratów. Klasyka chłopięcych zabaw - jak się okazuje niezmienna od lat. Dla mnie ta książka to niesamowite odkrycie - wprawdzie o Korczaku prawie każdy może powiedzieć kilka okrągłych zdań, ale jego podejście do dzieci tak znacznie wyprzedzało epokę, że to aż niewiarygodne! Zachwycamy się Montesorii, Gardnerem a nie znamy dokładnie naszego Pana Doktora. Wielka szkoda - dla nas i naszych dzieci. Oto kilka (wciąż aktualnych!) sugestii Doktora:
Mnie zafascynował pomysł sądów koleżeńskich na koloniach: "Ile spraw rozpatrywał sąd kolonii Wilhelmówki? 43 sprawy. Okropnie dużo. Jeśli jednak zważyć, że dwoje dzieci, bawiąc się w pokoju potrafi często w ciągu godziny 5 razy pokłócić się, poskarżyć mamie, znów pogodzić i znów pokłócić, to dla 150 chłopców na wsi w ciągu 4 tygodn (...) - ta ilość spraw sądowych nie jest zbyt wielka. A wyroki? Najwyższa kara: 20 minut klęczenia. Ileż to razy zdawało się, że chłopiec bardzo zawinił, a kiedy sąd wniknął we wszystkie szczegóły - wina stawała się mniejszą, małą, maleńką." Były też listy do rodziców, kilku chłopców, którzy bez pozwolania i nadzoru poszli się kąpać w rzece, ale "do dziś dnia te listy leżą w mojej szufladzie, zahowane na pamiątkę o 5 dzielnych chłopcach, którzy mieli odwagę przyznać się do przewinienia i mieli taki hart ducha, że choć ich nęciła rzeka, dotrzymali danego przyrzeczenia. Wyrosną z nich dzielni ludzie!" Proste, ale jak odkrywcze. Teraz czas poznać inne utwory i konieczcznie biografię Pana Doktora. czwartek, 26 stycznia 2012, mamik.net
|